Tczew - TCZ.PL - Forum dyskusyjne

Pełna wersja: Dominicantes et communicantes
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

cat-eye

Czy w tczewskich parafiach w ostatnią niedzielę też odbyło się coroczne liczenie wiernych "dominicantes et communicantes"?

Dominicantes - ilość wiernych uczestniczących w Liturgii.
Communicantes - ilość wiernych przystępujących do Komunii Św.

Wskaźniki z zeszłego roku w skali kraju:
- dominicantes: 40,4%,
- communicantes: 15,3%.

Jestem ciekawy Waszych zdań na temat %, bo % swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Czy według Was to wyniki zadowalające? A może trzeba mówić o kryzysie religijności?

Czy ilość wiernych Kościoła Katolickiego w Polsce należy szacować na podstawie tych danych (rzeczywiste uczestniczenie w Liturgii) czy może na podstawie wszystkich zapisanych w księgach parafialnych? Jeśli na podstawie ksiąg to jest ich prawie 96%, a zobowiązanych do uczestniczenia w niedzielnej Liturgii Kościół Katolicki określa na 82% wiernych (przyjęto jako stałą wartość dla wszystkich parafii). Pozostałe 18% to dzieci do lat 7, chorzy, ludzie starsi itp. - niezobowiązani do uczestnictwa.

Ze statystyk wynika, że uczestniczy mniej niż połowa...
(2009-10-13 00:04)Chrystofor napisał(a): [ -> ]Czy według Was to wyniki zadowalające? A może trzeba mówić o kryzysie religijności?

Kryzys religijności - to raczej kryzys obrzędowości. Bo dla większości Katolików wiara = chodzenie do kościoła. W cale nie trzeba zastanawiać się nad istnieniem Boga, prawdami wiary, sensem objawień czy życiem Chrystusa. Nie trzeba studiować Biblii czy Katechizmu. Wystarczą wyuczone na pamięć formułki i 45 minut w tygodniu - choć dla niektórych i to za długo.

Dopóki Katolik nie będzie musiał dać parafii coś od siebie, to taka statystyka jest tyle samo warta co ilości osób chodzących do kina czy teatru. Ale w cale nie oznacza to, że muszą interesować się filmem - dla wielu jest to po prostu forma spędzania wolnego czasu.

cat-eye

(2009-10-13 00:19)marti napisał(a): [ -> ]Bo dla większości Katolików wiara = chodzenie do kościoła.

Zależy czy piszesz o "chodzeniu" czy "uczestniczeniu". Bo jeśli wiara to "chodzenie", to nie potrafię zrozumieć takiego podejścia do sprawy. A jeśli "uczestniczenie" to ok, ale samo uczestniczenie nie wystarczy, aby móc nazwać się katolikiem.

(2009-10-13 00:19)marti napisał(a): [ -> ]Wystarczą wyuczone na pamięć formułki i 45 minut w tygodniu - choć dla niektórych i to za długo.

No właśnie. Zależy o jakich katolikach mówimy. Ciężko nazwać katolikiem osobę, która w taki sposób traktuje swoją "wiarę".

(2009-10-13 00:19)marti napisał(a): [ -> ]45 minut

U mnie 1,5 godz., a jak święto to i 3 godz. Big Grin
No właśnie, Chrystofor...
Podziel te 40% jeszcze na 5, a może otrzymasz zbliżoną liczbę osób które faktycznie we mszy uczestniczą.
O ilości osób, które tak jak pisze marti - zastanawiają się nad prawdami wiary, istnieniem Boga i sensem objawień / życiem Chrystusa, nawet nie chce mi się zastanawiać, bo jeszcze narażę się na zbiorowy lincz. :o)

Nie wspominając już nawet, że część osób może specjalnie przyjść na mszę ze względu na "dominicantes et communicantes", co już samo z siebie powoduje zawyżenie statystyk.

Cytat:Czy ilość wiernych Kościoła Katolickiego w Polsce należy szacować na podstawie tych danych (rzeczywiste uczestniczenie w Liturgii) czy może na podstawie wszystkich zapisanych w księgach parafialnych? Jeśli na podstawie ksiąg to jest ich prawie 96%
To chyba oczywiste, że statystykę 96% ochrzczonych niemowląt nie można przekładać na ilość "wiernych". Niestety, w Polsce niewiele osób o tym myśli, przez co wciąż siana jest propaganda 96% wierzących...
(2009-10-13 10:41)Manif napisał(a): [ -> ]No właśnie, Chrystofor...
Podziel te 40% jeszcze na 5, a może otrzymasz zbliżoną liczbę osób które faktycznie we mszy uczestniczą.
A otrzymaną w ten sposób liczbę jeszcze podziel przez 10 i otrzymasz być może liczbę osób, które swoimi czynami chociażby starają się realizować w życiu codziennym doktryny przykazania wiary chrześcijańskiej.
Bardzo szybko po wyjściu z kościoła ludzie ci zaczynają klnąć, kłócić się, wyzywać, utrudniać życie wszystkim w koło, kraść itd. Pójdźcie kiedyś do bardziej popularnego ciucholandu na otwarcie w dniu dowozu towaru żeby zobaczyć jak te szacowne panie z pierwszych ławek pakują sobie w tłumie ubrania do torebek...
Potwierdzam, jest kryzys wiary. Dla 99% Polaków katolicyzm to chodzenie (nie uczestniczenie) do kościoła w niedzielę i święta.
Jeszcze króciutka przypowieść, na faktach, rzecz dzieje się przed niedzielną mszą.
Kobieta1 - stateczna matrona w wieku koło 60 lat - idzie chodnikiem w stronę kościoła, rozpakowuje sobie loda i przechodząc tuż obok śmietnika rzuca papierek wyluzowanym ruchem na chodnik.
Kobieta2 idzie w kierunku kościoła z dwójką małych dzieci, widząc rzucony papierek bardzo grzecznie i delikatnie mówi kobiecie1, że jest tuż obok śmietnika, mogłaby już rzucić ten papierek do środka bo jako osoba starsza daje zły przykład dzieciom.
Kobieta1 - cała czerwona z wściekłości na twarzy - "sama jesteś starszą osobą i jak chcesz to sobie podnieś ten paperek i wyrzuć do śmietnika"
Nic nie mówiąc dalej idą obie w stronę kościoła po około 5 minutach kobieta1 odwraca się i pyta zjadliwie: "a pani to chyba idzie z dziećmi do kościoła?"
Kobieta2: "No tak, chyba tak jak pani?"
Kobieta1: "Oczywiście, to skoro idzie pani do kościoła to niech się ukorzy przed Bogiem i przeprosi za swoją kłótliwość!!"
Hm jesli 40% osób ochrzczonych uczęszcza dziś na msze to moim zdaniem jest to jeszcze całkiem niezły wynik. Wez pod uwagę to, jak wiele osób zraziło sie do księży (bo stac ich na samochód, bo czasem popełniają skandale i bo sie wtrącają i pouczają), dodaj sobie do tego jak wiele osób zraziła surowa nauka Kościoła i dodaj jak wiele osób nie chodzi bo ich znajomi nie chodzą, wiec to obciach...
Są tez tacy, którzy chodzą nieregularnie ze względu na prace, studia zaoczne itd.

Fakt, że nie każda osoba uczęszczająca do kościoła akurat obecnie zastanawia sie nad prawdami swojej wiary nie oznacza, ze któregoś razu sie takiej refleksji nie podda. Liczą sie tez chęci, od czegoś trzeba zacząć, w końcu bycie katolikiem nie jest łatwe. Wink

hautameki

Jutro jest liczenie we farze.
(2009-10-13 12:39)exeol napisał(a): [ -> ]
(2009-10-13 10:41)Manif napisał(a): [ -> ]No właśnie, Chrystofor...
Podziel te 40% jeszcze na 5, a może otrzymasz zbliżoną liczbę osób które faktycznie we mszy uczestniczą.
A otrzymaną w ten sposób liczbę jeszcze podziel przez 10 i otrzymasz być może liczbę osób, które swoimi czynami chociażby starają się realizować w życiu codziennym doktryny przykazania wiary chrześcijańskiej.

Ale o tym to już pisał XVIIIw. biskup niejaki Krasicki:

Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: "i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy" - biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!


Mnie zastanawia takie podejście do statystyki: ile osób chodzi do kościoła, ile osób przystępuje do komunii, ile osób chodzi na religię. Tego typu "badanie" w ogóle nie przystaje do możliwości dzisiejszych narzędzi statystycznych, gdzie można dowiedzieć się rzeczywiście, jaki jest poziom pobożności wiernych (czy się modlą, czy rozważają, czy śpiewają religijne pieśni poza chodzeniem do kościoła) oraz ich podejścia do wiary (czy jest tylko obrzędowe czy rzeczywiście wyznaniowe).

Poza tym fakt istnienia w szkole przedmiotu religia jest kuriozalny - 45 minut powinno się tam tak naprawdę poświęcić na modlitwy (za wikipedią: Religia – system wierzeń i praktyk (...)). Nauka to przecież teologia, filozofia czy etyka - tak powszechnie wyklęta. Ewentualnie religioznawstwo, ale pewnie nie o to chodzi. Tak więc nasze powszechne podejście do wiary jest takie: "jak najmniejszym oporem, jak najmniej od siebie" - byleby traktowano mnie jak wierzącego, bo jeszcze ślubu nie udzielą, dziecka nie ochrzczą czy nie sprawią katolickiego pogrzebu.
Ej no a jak sobie wyobrażasz spedzanie calej lekcji na modlitwie? co to ma dac konkretnie?
Chyba lepiej jak juz edukowac o roli religii w ksztaltowaniu wspolczesnej rzeczywistości i moralności. jakby nie patrzec wplyw chrzescijanstwa na rozwój mysli europejskiej byl olbrzymi.

Po drugie skad ludzie maja wiedziec w co wierza? Nawetj jesli kto w wieku szkolnym nie specjalnie sie poczuwa religijnie to kiedys moze zechce wrocic na lono kosciola i co? ma wtedy sam szukac informacji? Religia jest czyms bardziej skomplikowanym i wymaga troche szerszego zakresu wiedzy niz stwierdzenie faktu, ze jest Bóg Wink
Żeby w cos moc wierzyc lub uwierzyc, trzeba najpierw miec/wiedziec "w co" konkretnie wierze, nie chce wierzyc itp.
(2009-10-20 19:39)renioko napisał(a): [ -> ]Ej no a jak sobie wyobrażasz spedzanie calej lekcji na modlitwie? co to ma dac konkretnie?

Jak to co? Praktykowanie religii oczywiście. I to najlepiej na kolanach.

(2009-10-20 19:39)renioko napisał(a): [ -> ]Chyba lepiej jak juz edukowac o roli religii w ksztaltowaniu wspolczesnej rzeczywistości i moralności. jakby nie patrzec wplyw chrzescijanstwa na rozwój mysli europejskiej byl olbrzymi.

A to już jest religioznawstwo. Ale wówczas należałoby podjąć również temat politeizmu, islamu, hinduizmu czy buddyzmu nie wspominając o innych religiach chrześcijańskich na równi z katolicyzmem. Tylko kto miałby tego nauczać? Ksiądz katolicki?

(2009-10-20 19:39)renioko napisał(a): [ -> ]Po drugie skad ludzie maja wiedziec w co wierza?

I tu trafiasz w samo sedno. Kapłani preferują rozwodzenie się nad frekwencją w kościele (łając tych, co chodzą, że chodzą za mało) czy tematami o aborcji czy eutanazji. Nie rozprawiają np. o rolii Marii Magdaleny czy apokryficznych tekstów ewangelii. Ale to już znacznie przekracza poza pojęcie "wyznawania wiary".
No tak. Ja dośc dobzre wspominam swoje lekcje religii właściwie. Byly dosyć dobrze przygotowane, bo pozwalały sie zorientować o co w tej naszej religii generalnie chodzi, bo przeciez nie tylko o to że "Bóg istnieje". Jest więcej różnych ważnych zagadnie. Można sie było np dowiedzieć na czym polega liturgia, dlaczego robi sie tak a nie inaczej, co te wszystkie gesty, słowa, czynności i symbole oznaczają. Skąd sie wziely fundamenty naszej wiary, a także można sie było dowiedzieć jaka jest interpretacja Kościoła dotycząca różnych zaleceń, rożnych stylów życia itd. (innymi słowy pomagało sie to zorientować co jest z nauka Kościoła zgodne a co nie oraz podyskutować czy naszym zdaniem jest zgodne z zasadami religii czy nie).
No i można się byo nauczyć różnych modlitw. Jak ktos nie chce to nie musi przecież odmawiać, ale jak kiedyś ktos się będzie chciał pomodlić to będzie przynajmniej miał pojęcia jak Tongue
Przekierowanie