Tczew - TCZ.PL - Forum dyskusyjne

Pełna wersja: szkoły rodzenia w Tczewie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4

tczewi@nk@

Witam,
chciałbym się dowiedzieć o szkołach rodzenia, które są w Tczewie. ja słyszałam tylko o tej przy szpitalu - a może są inne? Czy są dobre i polecacie? Jak długo trwa taki kurs i jaka jest cena? Od którego tc najlepiej zacząć chodzić?
dziękuje za wszystkie odpowiedzi Smile
(2011-02-09, 11:38)tczewi@nk@ napisał(a): [ -> ]Witam,
chciałbym się dowiedzieć o szkołach rodzenia, które są w Tczewie. ja słyszałam tylko o tej przy szpitalu - a może są inne? Czy są dobre i polecacie? Jak długo trwa taki kurs i jaka jest cena? Od którego tc najlepiej zacząć chodzić?
dziękuje za wszystkie odpowiedzi Smile

W przychoeni u Rogowskich na 30-ego Stycznia
58 530-30-75 do poradni ginekologicznej, tam można się umówić, niestety nie jestem na bierząco jeśli chodzi o cenę
tczewi@nk@ napisał(a):Witam,
chciałbym się dowiedzieć o szkołach rodzenia, które są w Tczewie. ja słyszałam tylko o tej przy szpitalu - a może są inne? Czy są dobre i polecacie? Jak długo trwa taki kurs i jaka jest cena? Od którego tc najlepiej zacząć chodzić?
dziękuje za wszystkie odpowiedzi Smile

W 2007 roku chodziłam do szkoły rodzenia przy szpitalu. Kurs trwał około 6 tygodni, a zajęcia były dwa razy w tygodniu i u mnie akurat skończyły się około dwa tygodnie przed porodem. Całkowity koszt zajęć wynosił 240 zł - 120 zł płaciła kobieta na początku, a partner płacił 5zł do skarbonki za każdym razem, kiedy przychodził na zajęcia. Jeśli był pewien, że będzie na każdych zajęciach, to można było od razu płacić również za niego.
Co do tego, czy są dobre, to będzie w dużej mierze zależeć od Ciebie.
Ja szkołę rodzenia traktowałam jako pomoc, a nie wyznacznik tego, co i jak powinno się robić. Mam na myśli przede wszystkim opiekę nad dzieckiem.
Rozwodziły się panie położne nad kąpielą dziecka - że buźkę wacikiem, że najpierw namydlić później do wanny, a kiedy przychodziły przez te trzy dni kąpać dzieci, to po prostu pod kranem. Nikt się nie bawił.
Obrywało mi się na oddziale, że za ciepło dziecko ubieram, że będzie miało potówki - to ja jestem matką i widziałam kiedy dziecko potrzebuje np. skarpetek na nóżkach - Paweł nigdy nie miał potówek, a ma 3,5 roku.
Znam też sytuację, kiedy dziewczyna chodząca do szkoły rodzenia, wzięła zbyt dosłownie słowa położnej odnośnie karmienia. Otóż jest temat o karmieniu i położne mówią (przynajmniej ja tak słyszałam), że dziecko karmi się na żądanie, ale wspominają też o tym, że średnio co trzy godziny, mówią, ile może trwać karmienie itd. ale to są dane orientacyjne, a ona wzięła to tak do siebie, że choćby nie wiem co, to karmiła co trzy godziny przez "X" minut (nie pamiętam ile). Dziecko nie dojadało, nie przybierało na wadze i w ogóle były z tego problemy.

Ja tym razem też chyba zdecyduję się na zajęcia w szkole rodzenia, chociaż już jedno dziecko mam, do szkoły rodzenia chodziłam, ale chciałabym poznać inne pary, z którymi mogę się później spotkać. Miło jest mieć kogoś znajomego Wink.

Podsumowując, to polecam szkołę rodzenia, pod warunkiem, że później będziesz potrafiła spojrzeć z dystansem na różne informacje. To tak jak z książkami o ciąży i porodzie - są dobre, bo przygotowują w pewien sposób do nowej roli i rozwiewają wiele niepewności, ale to nie może być postrzegane przez Ciebie jako najsłuszniejsza słuszność, bo przecież każde dziecko jest inne, każda matka jest inna, a wiadomości podawane większej grupie osób są po prostu wypośrodkowane.

tczewi@nk@

Dzięki bardzo za odpowiedzi Smile
Ja nie chcę traktować szkoły rodzenia jako wyznacznika jak piszesz ale jako hmmm jak to nazwać.... może jako trochę pomoc, trochę chęć poznania innych kobiet i pogadania Smile no oczywiście że pewnie wiele ciekawych rzeczy się dowiem, ale nie będę ślepo wierzyło w to co powiedzą i nauczą. To moje pierwsze dzieciątko - zresztą dłuuugo wyczekiwane Smile, ale dzięki temu, że moja siostra ma już 2 maluchów mam jako takie pojęcie i będę miała od niej nieodzowną pomoc w tych pierwszych chwilach .
Pozdrawiam
Dziewczyny podnoszę temat Smile

podzielcie się aktualnymi informacjami: gdzie obecnie funkcjonują szkoły? jaki jest ich koszt?
Dwa lata temu chodziłam do szkoły rodzenia przy porodówce. Z tego, co pamiętam, płaciłam 180 zł za siebie i męża, pomimo, iż nie był na wszystkich zajęciach, ale trzeba było zapłacić już z góry. Teraz nie wiem, jak to wygląda cenowo i nie słyszałam o innej szkole rodzenia, no ale prawdę mówiąc nie interesowałam się tym. Za m-c rodzę, ale szkołę sobie odpuściłam uznając, iż nie ma sensu drugi raz słuchać teorii, skoro praktykę mam już za sobą:-).
Kiedyś, jak partner nie wiedział czy będzie obecny na wszystkich zajęciach, to po prostu zawsze na koniec wrzucało się 5zł do grzybka-skarbonki. Ale to było 5 lat temu Tongue.
No i tak powinno być nadal, że partner płaci każdorazowo za zajęcia, bo tak naprawdę takich zajęć, gdzie był on potrzebny - ćwiczenia, zwiedzanie porodówki - było niewiele i pewnie taniej by wyszło, aniżeli płacić z góry.
Partner w szkole rodzenia miał być głównie po to, żeby też przygotował się do tego, co czeka młodych rodziców po przyjściu dziecka na świat. Miał wspierać partnerkę, móc posłuchać bicia serca dzieciaczka na każdych zajęciach. Miał po prostu UCZESTNICZYĆ w przygotowaniach. Zwiedzać u nas w Tczewie nie ma co, więc akurat te zajęcia były najmniej ważne dla partnera Tongue.
Oczywiście rozumiem, że często jest tak, że partner pracuje i po prostu nie może przychodzić, więc oczywiście opcja z opłatami za każde zajęcia jest lepsza.
Fakt, że nasza tczewska porodówka jest bardzo uboga w sale, bo raptem są dwie, z czego jedna do porodu rodzinnego i druga ogólna z dwoma stanowiskami, no ale jednak warto wczuć się w klimat i zobaczyć to wcześniej:-).
Tak a propo, jestem ciekawa, kiedy i czy wogóle planują rozbudowę tej naszej porodówki, bo porody rodzinne są już przecież na porządku dziennym i jedna sala do takich porodów to za mało. Za pierwszym razem, gdy rodziłam to miałam szczęscie, bo akurat sala była wolna i mam wieeeeeeelką nadzieję, że tym razem również tak będzie:-), a jak nie to ... no właśnie, ciekawe co. Pewnie w ostateczności położą mnie na sali ogólnej.
pewnie tak, ja rodziłam z mężem na ogólnej, a obok mnie babka tez z mężem, ale w takiej chwili było mi wszystko jedno.. Smile
Może ja jestem jakaś dziwna, ale mi nie byłoby "wszystko jedno" jeśli chodzi o tak intymne przeżycie jakim jest poród. Wystarczy, że ciągle jakiś lekarz czy położna przychodzą i "zaglądają". Nie chciałabym, żeby jeszcze dodatkowo ktoś za parawanem słuchał, czy ja w chwili kompletnej bezsilności powiem partnerowi, że np. go nienawidzę, bo to wszystko przez niego, czy sobie jakąś k***ą rzucę, albo zrobię jeszcze masę innych rzeczy.
Co prawda przy żadnym z porodów nie miałam takich akcji, ale wiem, że się zdarzają Tongue.
Zapewniam Cię, że w ogóle nie wiem co ona tam krzyczała, czy jęczała.. Ja nie mówię, że teraz byłoby mi wszystko jedno jakby pan elektryk światło naprawiał, a obok stało 8 studentów. Mowa tu o kobiecie rodzącej za ścianką. Myślę, że bardziej faceci się nasłuchali.
Nie zaproponowano mi miejsca dla par rodzących, a tak źle mi aż nie było, bo był późny wieczór, więc tylko kilka osób z personelu.

Co do Pana elektryka, to wiadomo jakie są koszule poporodowe, z przodu ściągniesz to tył Ci się podwija cały i na odwrót, a tu na korytarzy 3 panów elektryków... i szef.. to było dopiero niekomfortowe
Kobieta kobietą - każda ma to samo i tak samo ten poród wygląda (w sensie, że każdą boli, każda (prawieTongue) krzyczy i każda robi różne "cuda", żeby jej lepiej było), ale nie czułabym się komfortowo, gdyby za parawanem stał jeszcze jakiś obcy mężczyzna.
A koszule to bez znaczenia, bo z tego co się orientuję można mieć swoją (prawdopodobnie pójdzie na straty, ale co tam), a poza tym, ja chodziłam w majtkach, więc nie był to aż taki problem. W stroju kąpielowym więcej się pokazuje.
A w ogóle to ja nie wiem o co chodzi, że tak wszyscy narzekają na te koszule. Ja dostałam taką do kolan (nie, nie mam 120cm Tongue).
Mi się w Tczewie udało trafić do sali porodów rodzinnych, bo akurat jak przyszłam, to wychodziła z niej kobieta, która już urodziła. Trochę tylko poczekałam, żeby wyczyścili itd.
Za drugim razem bałam się rodzić w Tczewie (również ze względu na możliwość wylądowania w sali ogólnej), więc pojechałam do Starogardu. Tam jest chyba 5 sal do porodów rodzinnych (nawet jak sama kobieta rodzi, to i tak jest w osobnej sali chyba). Są tak duże, że nie spacerujesz po korytarzu, tylko w swojej sali. Każda ma łazienkę z toaletą i prysznicem. No i fotel jest za taką ścianką, a nie jak u nas, że jak ktoś drzwi otworzy, to wszystko już widzi.
Co do koszuli to ja równiez miałam taką aby, aby, co to ledwo półdupki zakrywała:-), jak sobie przypomnę te spacerki z sali porodowej do łazienki pod prysznic z niekoniecznie czystą koszulą, wiadomo, to faktycznie jest to upokarzające, no ale na szczęście po korytarzu kręcił się tylko personel i kobitki z dzieciaczkami więc generalnie zbytnio się tym nie przejmowałam.

Dredziata kusisz tym Starogardem:-), nie sądziłam, że takie tam wysokie standardy są, luksus normalnie w porównaniu do Tczewa:-(. To były Ordynator tczewskiej porodówki dobrze trafił. Pomarzyć mogę:-(, gdyż to jednak za daleko, w Tczewie bynajmniej Mąż z synkiem będą codziennie nas odwiedzać i to musi zrekompenować mi te mierne warunki.

Dredziata a jaką mają salę odwiedzin w Starogardzie? Pewnie też o niebo lepszą, jak w Tczewie. Taka mała klita, która de facto jest w zasadzie korytarzem, niż pomieszczeniem.
Stron: 1 2 3 4