Redakcja serwisu Tcz.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych na forum. Publikowane tutaj treści są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników forum.tcz.pl.





  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kto ma wychowywać nasze dzieci? [split] Bartek Kulas zdaje maturę




 
#46

Oczywiście, że bat musi być - priorytetem muszą być obowiązki (w tym wypadku - odrobienie lekcji, nauka). Ja też taki bat miałem (pozdrawiam mamusię Smile), ale uważam, że należy rozróżnić 'musisz to zrobić, bo ...', od 'zrobisz to tu i teraz'. Nie zrozum mnie źle, nie jestem zwolennikiem tzw. 'bezstresowego wychowania', ale uważam, że również dzieciom należy pozwolić na indywidualizm i zamiast wyręczać w planowaniu, uczyć planowania. Wyznaczanie im sztywnych godzin w placówce na odrabianie prac domowych zabija w moim odczuciu w ogóle ich sens, a dzieci oducza myślenia o nauce - bo po co mają to robić, skoro państwo (w tym kontekście - szkoła) wszystko rozplanuje za nich? Dziwię się, że mieczyslaw to poparł, skoro wszędzie deklaruje się jako przeciwnik takich rozwiązań.


Edytka:

Czytam Twój kolejny post i widzę, że chyba nie chcesz tego wprowadzać systemowo, ale jako 'wyjście awaryjne' dla osób które nie mogą inaczej. W takim razie ok, ma to sens, choć zdaje się że takie świetlice wciąż funkcjonują.
"There is only one God, and his name is Death. And there’s only one thing we say to Death… not today"



Odpowiedz }
Plusy od




 
#47

(2011-07-05, 12:33)krzych napisał(a): Aga, dyskusja na takim poziomie do niczego nie prowadzi. Pisałem już, ze przyznaję, że najlepszym rozwiązaniem jest wychowywanie dzieci przez rodziców. I czytanie bajek, i obiad w domu, i wspólne puszczanie latawca, i gry planszowe i co tylko jeszcze chcesz. A teraz powiedz to rodzicom, którzy nie mają większych kwalifikacji zawodowych i pracują za coś koło minimum, a w każdej chwili muszą być dyspozycyjni, bo "na ich miejsce czeka pięciu innych". Oczywiście oni też mogli, jak Manif uczyć się sami i sami zagospodarowywać swój czas. Ale oni tego nie umieli. Wniosek więc taki: kto raz popadł w tarapaty, będzie ponosił konsekwencje z pokolenia, na pokolenie. Tak?

Mam wrażenie, że od początku przedstawiałeś swoje własne stanowisko mówiąc o wychowaniu przez nauczycieli Wink

Wiadomo, że nie zawsze się da ale nie bierzmy tego jako normę i wzorzec. Ci rodzice, których piszesz "którzy nie mają większych kwalifikacji zawodowych i pracują za coś koło minimum, a w każdej chwili muszą być dyspozycyjni, bo "na ich miejsce czeka pięciu innych" i tak nie mają kasy na zajęcia pozalekcyjne i ich dzieci siedzą w domu. Nawet na wakacje nie wyjeżdżają Sad
Ja bardziej piszę o tych co mają kasę ale pracują po kilkanaście godzin dziennie, a mogliby poświęcić część zarobków w imię częstszego kontaktu z rodziną.
Poza tym, da się dużo więcej, jeśli się tylko chce. Im mniej masz czasu, tym masz go więcej.
Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa. J. Tuwim
Offfotopiki



Odpowiedz }
Plusy od




 
#48

(2011-07-05, 13:03)aga_piet napisał(a):
(2011-07-05, 12:33)krzych napisał(a): Aga, dyskusja na takim poziomie do niczego nie prowadzi. Pisałem już, ze przyznaję, że najlepszym rozwiązaniem jest wychowywanie dzieci przez rodziców. I czytanie bajek, i obiad w domu, i wspólne puszczanie latawca, i gry planszowe i co tylko jeszcze chcesz. A teraz powiedz to rodzicom, którzy nie mają większych kwalifikacji zawodowych i pracują za coś koło minimum, a w każdej chwili muszą być dyspozycyjni, bo "na ich miejsce czeka pięciu innych". Oczywiście oni też mogli, jak Manif uczyć się sami i sami zagospodarowywać swój czas. Ale oni tego nie umieli. Wniosek więc taki: kto raz popadł w tarapaty, będzie ponosił konsekwencje z pokolenia, na pokolenie. Tak?

Mam wrażenie, że od początku przedstawiałeś swoje własne stanowisko mówiąc o wychowaniu przez nauczycieli Wink

Wiadomo, że nie zawsze się da ale nie bierzmy tego jako normę i wzorzec. Ci rodzice, których piszesz "którzy nie mają większych kwalifikacji zawodowych i pracują za coś koło minimum, a w każdej chwili muszą być dyspozycyjni, bo "na ich miejsce czeka pięciu innych" i tak nie mają kasy na zajęcia pozalekcyjne i ich dzieci siedzą w domu. Nawet na wakacje nie wyjeżdżają Sad
Ja bardziej piszę o tych co mają kasę ale pracują po kilkanaście godzin dziennie, a mogliby poświęcić część zarobków w imię częstszego kontaktu z rodziną.
Poza tym, da się dużo więcej, jeśli się tylko chce. Im mniej masz czasu, tym masz go więcej.

Aga, Ci co mają kasę najczęściej pracują zadaniowo, a nie godzinowo. Może się okazać, że pracownik, który cjhce mieć wiecej czasu dla siebie, a w związku z tym odrzuca część dotychczas wykonywanych prac, nie jest firmie potrzebny.

A zresztą o czym my mówimy. Mówmy o faktach. Młodzież wychowuje się na ulicy i to jest fakt. Młodzież nie uczy się - kolejny fakt. Nauczyciele nie radzą sobie - następny. Jeżeli istnieje - a istnieje na pewno - grupa rodziców którzy znajdują czas dla swoich dzieci, to jest to ilość marginalna. Reszta jest poza kontrolą. I tu doszliśmy do sedna sprawy: nie funkcjonuje system. Zaproponuj coś, ale ma to być rozwiązanie systemowe. Może obowiązkowy przedmiot w szkołach pn. "Wychowanie dzieci"? Może inny "Jak być odpowiedzialnym"?
Czy naprawdę grupa dorosłych, myślących ludzi twierdzi, ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć? Nie ośmieszajcie się. Każdy psycholog powie wam, że dojrzałość społeczną osiąga się w wieku 25-30 lat. Dla mnie jest więc oczywiste, ze dziećmi muszą zająć się dorośli. A to, żeby zajęli się nimi rodzice nie sprawdza się już od dwudziestu lat. Albo kształcić rodziców, albo zajmować się wychowaniem dzieci. Oczywiście kodeks pracy też wymagałby zmian, żeby uniknąć sytuacji opisanej wcześniej. A pytanie, kto ma zmienić kodeks chyba nie musi padać. Tak samo nie muszę udowadniać, że zmiany w kodeksie pracy to zmiany systemowe. Tak więc jednak ukłony w stronę Państwa.
Cool Mam masę minusów od pseudo prawicowców i jestem z tego dumny. Cool



Odpowiedz }
Plusy od




 
#49

Nie odnoszę wrażenia, że młodzież wychowuje się na ulicy. To jednak jest margines.
Zresztą - zdecyduj się, krzych, mówimy o dzieciach czy o młodzieży, bo to jest różnica.
Szkoły, wbrew temu co myślisz, oferują rózne formy zajęć pozalekcyjnych. Są też zajęcia pozaszkolne, jedne płatne, inne nie.
Sęk w tym, że są one dobrowolne i tak powinno byc.
Nie wiem jakie masz doświadczenia, ale dzieci w mojej rodzinie korzystają z nich aż nadto - z własnej, nieprzymuszonej woli i z akceptacją rodziców. Częściowo też przy ich udziale - głownie "logistycznie". Nie oczekujemy, że SYSTEM nam to załatwi. I "leniwi" pedagodzy.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#50

(2011-07-05, 13:12)krzych napisał(a): A zresztą o czym my mówimy. Mówmy o faktach. Młodzież wychowuje się na ulicy i to jest fakt. Młodzież nie uczy się - kolejny fakt. Młodzież nie uczy się - kolejny fakt. Nauczyciele nie radzą sobie - następny. Jeżeli istnieje - a istnieje na pewno - grupa rodziców którzy znajdują czas dla swoich dzieci, to jest to ilość marginalna. Reszta jest poza kontrolą.

Matko, a skąd takie uogólnienia? Skąd czerpiesz dane i wiesz, że dziś młodzież wychowuje się na ulicy bardziej niż 20-30 lat temu?


(2011-07-05, 13:12)krzych napisał(a): Czy naprawdę grupa dorosłych, myślących ludzi twierdzi, ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć? Nie ośmieszajcie się. Każdy psycholog powie wam, że dojrzałość społeczną osiąga się w wieku 25-30 lat. Dla mnie jest więc oczywiste, ze dziećmi muszą zająć się dorośli. A to, żeby zajęli się nimi rodzice nie sprawdza się już od dwudziestu lat. Albo kształcić rodziców, albo zajmować się wychowaniem dzieci.

Czy to jest do nas - rozmówców w tym wątku? Jeśli tak, mógłbyś przytoczyć jakieś wypowiedzi, w których ktoś pisze, "ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć".
Za bardzo uogólniasz wrzucając wszystkie wypowiedzi do jednego wora i nadając im wygodny dla siebie sens Wink
Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa. J. Tuwim
Offfotopiki



Odpowiedz }
Plusy od




 
#51

(2011-07-05, 12:29)Manif napisał(a):
Cytat:Zestaw sobie dzień np. 4 - 5 klasisty:
sen - 9 h (?)
szkoła - 5 h
w domu z rodzicami - 3 h (ale, jak pisałem, w tym czasie zamknięte w pokoju odrabia lekcje)
Razem 17 h pod jakąś kontrolą. Zostaje 7 h. Najdłuższy okres aktywności. Co robią dzieci? Ulica, babcia, komputer, video. Jak chcesz zapełnić te 7 h nie włączając szkoły. Możesz się zwolnić z pracy - jednak czy o to właśnie chodzi w polskim sytemie szkolno - wychowawczym?

Dziecko musi się nauczyć gospodarować swoim czasem. Może wyjść na tym gorzej, może lepiej, oczywiście powinno mu się pomóc - ale czy kontrolowanie praktycznie całego jego dnia to dobre rozwiązanie? Gdzie tu miejsce na indywidualność, dochodzenie do tego 'co się podoba, a co nie' bez świadomości ciągłego nadzoru? Ja sporą część dzieciństwa spędziłem na podwórku, przy komputerze (nie tylko przy graniu!), czy też nawet czytając - to wszystko wychodziło z mojej inicjatywy i sama myśl, że ktoś mógłby mi to zabrać ustalając 'z góry' mój plan dnia (i to jeszcze w szkole..) wydaje mi się po prostu przerażająca.

(2011-07-05, 15:19)aga_piet napisał(a):
(2011-07-05, 13:12)krzych napisał(a): A zresztą o czym my mówimy. Mówmy o faktach. Młodzież wychowuje się na ulicy i to jest fakt. Młodzież nie uczy się - kolejny fakt. Młodzież nie uczy się - kolejny fakt. Nauczyciele nie radzą sobie - następny. Jeżeli istnieje - a istnieje na pewno - grupa rodziców którzy znajdują czas dla swoich dzieci, to jest to ilość marginalna. Reszta jest poza kontrolą.

Matko, a skąd takie uogólnienia? Skąd czerpiesz dane i wiesz, że dziś młodzież wychowuje się na ulicy bardziej niż 20-30 lat temu?


(2011-07-05, 13:12)krzych napisał(a): Czy naprawdę grupa dorosłych, myślących ludzi twierdzi, ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć? Nie ośmieszajcie się. Każdy psycholog powie wam, że dojrzałość społeczną osiąga się w wieku 25-30 lat. Dla mnie jest więc oczywiste, ze dziećmi muszą zająć się dorośli. A to, żeby zajęli się nimi rodzice nie sprawdza się już od dwudziestu lat. Albo kształcić rodziców, albo zajmować się wychowaniem dzieci.

Czy to jest do nas - rozmówców w tym wątku? Jeśli tak, mógłbyś przytoczyć jakieś wypowiedzi, w których ktoś pisze, "ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć".
Za bardzo uogólniasz wrzucając wszystkie wypowiedzi do jednego wora i nadając im wygodny dla siebie sens Wink

1. 20 - 30 lat temu, kiedy szło się nocą po Tczewie, nie było żywego ducha. Teraz całe watahy młodzieży w wieku nie więcej niż 15 lat kręcą się w bardzo różnych godzinach. Jak ja byłem uczniem, to istniało coś takiego jak regulamin ucznia i gdyby nauczyciel spotkał na ulicy po bodaj 21:00 ucznia, konsekwencje byłyby opłakane. To noc. Za dnia - przejdź się po mieście, to zobaczysz.
2. Wprost? Tak. Przeczytaj posty Manifa.
Jednak nie o to chodzi. Cały czas twierdzę, że potrzebne są zmiany systemowe. Ja proponuję takie. Ty się z nimi nie zgadzasz, ale jednocześnie nie chcesz podać swojej wizji. Powiedz wreszcie, co zrobić, zeby dzieci miały opiekę, rodzice nie potracili stanowisk pracy, a do tego godnie zarabiali, zeby dziecku nie ograniczać jego potrzeb. Masz pomysł? Jak nie, to dyskusja jest bezprzedmiotowa. Rodzice powinni ..., szkoła nie ..., dzieci tek.., obiadek, kolacyjka. Powiedz, co ma zrobić człowiek, któremu szef powie: "Praca ma być wykonana na czwartek, nie dajesz rady, szukaj sobie innej pracy". "Panie kierowniku, a może przejdę na pół etatu za podobne pieniądze. Spłacam kredyty i mam dzieci, które potrzbują ojca". Tak Aga?
Tak więc nie wyciągaj po jednym zdaniu, tylko przedstaw swoją wizję systemu szkolnictwa w Polsce, oczywiście w powiązaniu z obowiązkami rodziców.
Cool Mam masę minusów od pseudo prawicowców i jestem z tego dumny. Cool



Odpowiedz }
Plusy od




 
#52

(2011-07-05, 17:41)krzych napisał(a): 1. 20 - 30 lat temu, kiedy szło się nocą po Tczewie, nie było żywego ducha. Teraz całe watahy młodzieży w wieku nie więcej niż 15 lat kręcą się w bardzo różnych godzinach. Jak ja byłem uczniem, to istniało coś takiego jak regulamin ucznia i gdyby nauczyciel spotkał na ulicy po bodaj 21:00 ucznia, konsekwencje byłyby opłakane. To noc. Za dnia - przejdź się po mieście, to zobaczysz.
Chyba mieszkamy w dwóch różnych Tczewach Huh
Duchy: wywoływanie, usuwanie, instalacja, przegląd, serwis.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#53

(2011-07-05, 14:51)karo napisał(a): Nie odnoszę wrażenia, że młodzież wychowuje się na ulicy. To jednak jest margines.
Zresztą - zdecyduj się, krzych, mówimy o dzieciach czy o młodzieży, bo to jest różnica.
Szkoły, wbrew temu co myślisz, oferują rózne formy zajęć pozalekcyjnych. Są też zajęcia pozaszkolne, jedne płatne, inne nie.
Sęk w tym, że są one dobrowolne i tak powinno byc.
Nie wiem jakie masz doświadczenia, ale dzieci w mojej rodzinie korzystają z nich aż nadto - z własnej, nieprzymuszonej woli i z akceptacją rodziców. Częściowo też przy ich udziale - głownie "logistycznie". Nie oczekujemy, że SYSTEM nam to załatwi. I "leniwi" pedagodzy.

1. Ja mam dziecko dorosłe i mam z nim kontakt znakomity. Moje doświadczenia opierają się przede wszystkim na moich wspomnieniach ze szkoły i na kontaktach ze szkołą w trakcie edukacji mojego dziecka.
2. Nie rozumiesz słowa "system". On nie ma niczego za nas załatwiać. Systemy tworzy się po to, żeby każdy wiedział co ma robić i na co może liczyć w określonych sytuacjach. Istnieje np. system opieki zdrowotnej. Każdy, nawet dziecko wie, że jak jest np. wypadek, to dzwoni się po pogotowie, które zabiera poszkodowanego do szpitala. O takie systemy mi chodzi. Pisałem o zmianie kodeksu pracy. Na przykład gdy dziecko idzie do szkoły, jeden z rodziców mógłby przejść na niepełen etat bez szkody dla jego kariery zawodowej, bez groźby, że zostanie zwolniony. Oczywiście wynagrodzenie musiałoby zostać pomniejszone. Stworzyłoby to warunki do właściwej opieki nad dzieckiem. Podkreślam: stworzyłoby warunki. Nic samo się nie zrobi, ale warunki do zrobienia przez człowieka gwarantuje system. Następne: zapisany w kodeksie pracy ruchomy czas pracy. Dziecko ma do szkoły na 8:00, odprowadzasz, w pracy jesteś o 8:30. Ma na 9:00, w pracy jesteś o 9:30 itd. Zaczynają tworzyć się podwaliny jakiegoś systemu. Pradopodobnie dla pracodawcy mogłoby to nie być zbyt duże obciążenie, więc mogłoby być akceptowalne. Od ręki wymyśliłem dwie rzeczy ułatwiające wychowanie dzieci. Jeszcze kilka i będzie sprawnie działający system.
Już zamknąłem, ale czytając Twoją wypowiedź nie mogę nie ustosunkować się do lniwych nauczycieli. Nauczyciel i uczeń to jak wędkarz i rybka. Po stronie wędkarza cała wiedza, cała technika i cała technologia, po stronie ryby - instynkt. I bardzo często wygrywa ryba. Nauczyciel wykształcony kierunkowo, posiadający wiedzę z zakresu wychowania dzieci, znający psychikę dziecka, posiadający podstawy psychologii i nie daje sobie rady z dzieckiem. Trochę złośliwie przytoczę nauczyciela bodaj z Torunia, któremu dzieci wkładały kubeł ze śmieciami na głowę. Inni może nie dadzą sobie założyć kubła, ale też nie panują nad dziećmi.
(2011-07-05, 17:47)Przepiura napisał(a):
(2011-07-05, 17:41)krzych napisał(a): 1. 20 - 30 lat temu, kiedy szło się nocą po Tczewie, nie było żywego ducha. Teraz całe watahy młodzieży w wieku nie więcej niż 15 lat kręcą się w bardzo różnych godzinach. Jak ja byłem uczniem, to istniało coś takiego jak regulamin ucznia i gdyby nauczyciel spotkał na ulicy po bodaj 21:00 ucznia, konsekwencje byłyby opłakane. To noc. Za dnia - przejdź się po mieście, to zobaczysz.
Chyba mieszkamy w dwóch różnych Tczewach Huh

Nie wiem ile masz lat, al byłem świadkiem, w jakim wieku dzieciaki były np. na koncercie.
Cool Mam masę minusów od pseudo prawicowców i jestem z tego dumny. Cool



Odpowiedz }
Plusy od




 
#54

Ja pier... Jak czytam krzycha to łapię się za głowę. Nie ma się stabilnej sytuacji zawodowej to się dzieci nie płodzi - proste. Jakoś ludzie sobie radzili te kilkanaście lat temu - praca po ponad 8h (czas przemian ustrojowych), a dzieciaki chodziły do szkoły, wieczorem zaś rodzice kontrolowali postępy. Wystarczył dzienniczek ucznia i nikt się nie czepiał, że dziecko wieczorami na dworze czas spędza - o ile oczywiście zadowalał swoich opiekunów wynikami w nauce.
Regulowanie tego przepisami? No chyba Cię człowieku pogrzało do reszty. Może od razu smycze z GPSem na szyję i indoktrynacja od lat najmłodszych "głosujcie na pseudoprawicę postsalidaruchów"?
Problemem nie jest szkoła. Problemem jest to, że obecni rodzice wolą spędzać wieczory przed TV zamiast poświęcić godzinę dziennie dziecku (tak - nawet 20 minut dziennie starcza), a potem wyskakują z mordami do nauczycieli, zwalając na nich winę za całe zło jakie ich pociecha wyprawia. Oczywiście nauczyciel nie może niesfornemu bachorowi wymierzać kar cielesnych więc bydło nawzajem się nakręca i wykazuje brak szacunku wobec urzędu nauczyciela.
No i nauczycielom się wtedy już nic nie chce. Chociaż znam osobiście kilku, którzy się starają. Jak zechcesz mogę nawet podać przykłady.
Jednak szkoła ma dostarczyć podstaw. Prace domowe są właśnie po to by dzieciak wiedzę utrwalił. I od tego by ich dopilnować są rodzice, a nie kurna nauczyciele.
Zgiń przepadnij ze swoimi debilnymi pomysłami. Moje dzieci nie będą wychowywane przez lewicowy klucz poprawności politycznej. Będą potrafiły sobie poradzić z takim trywialnym testem jakim jest maturka, ale jednocześnie będą potrafiły samodzielnie myśleć. Wystarczy odpowiedni bodziec i odkrycie ich zainteresowań.

Jestem przerażony czytając Twoje posty na temat szkolnictwa krzychu. Serio - ja w ogóle ktoś może tak myśleć, że niewola jest świetnym rozwiązaniem?

To zaś, że Ty nie chodziłeś na koncerty w swojej młodości to tylko i wyłącznie Twoja strata. Pokolenie mojego ojca potrafiło i na koncerty, i na wino, i na naukę znaleźć czas.
A na drzewach zamiast liści będą wisieć socjaliści!



Odpowiedz }
Plusy od




 
#55

(2011-07-05, 17:55)krzych napisał(a):
(2011-07-05, 17:47)Przepiura napisał(a):
(2011-07-05, 17:41)krzych napisał(a): 1. 20 - 30 lat temu, kiedy szło się nocą po Tczewie, nie było żywego ducha. Teraz całe watahy młodzieży w wieku nie więcej niż 15 lat kręcą się w bardzo różnych godzinach. Jak ja byłem uczniem, to istniało coś takiego jak regulamin ucznia i gdyby nauczyciel spotkał na ulicy po bodaj 21:00 ucznia, konsekwencje byłyby opłakane. To noc. Za dnia - przejdź się po mieście, to zobaczysz.
Chyba mieszkamy w dwóch różnych Tczewach Huh

Nie wiem ile masz lat, al byłem świadkiem, w jakim wieku dzieciaki były np. na koncercie.
Hm, na koncercie to trochę inna sprawa. Myślałam, że chodzi Ci o zwykłe dni. I zastanawia mnie, o jakie koncerty chodzi? bo do klubów na pewno takich dzieciaków nie wpuszczają, jak już to na bulwarze albo w amfiteatrze, ale jak na moje to nie jest nic złego...
Duchy: wywoływanie, usuwanie, instalacja, przegląd, serwis.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#56

(2011-07-05, 12:19)karo napisał(a): Co wy wiecie o bajzlu?!
Ja to znam domy z bajzlem!Big Grin

karo - pod moją nieobecnośc zaglądałoś do mojego domu? Tongue


krzych - chyba Cię rozumiem, ale mój głos, jako osoby bezdzietnej chyba na niewiele się tu zda.
Was z "opozycji" również rozumiem i Wy również macie rację, jednak krzych pisze o czymś co działa globalnie, nie rozdrabniając się na poszczególne rodziny. I faktem jest, że polskie szkolnictwo nie daje sobie rady z pełnieniem swojej statutowej funkcji, tak samo zresztą jak policja, służba zdrowia, itp.

Sam nie posiadam dzieci, ale obserwując (młodsi członkowie rodziny) to co aktualnie dzieje się w szkołach, a co działo się gdy sam chodziłem do podstawówki - te dwa obrazy nie pasują i często są nieporównywalne.
Co do samej szkoły, wydaje mi się że krzychowi chodzi również o to, że dziś nauczyciele (uogólniając) oficjalnie zrzekają się funkcji, której nauczyciele uczący mnie głośno się nigdy nie zrzekali - wychowanie.
Jednak problem jest złożony i tak jak pisze krzych, brakuje rozwiązania systemowego, przykład:
sytuacje, gdy nauczyciel musi ustąpic pola krnąbrnemu uczniowi, który po skardze rodzicowi robi aferę na poziomie całej szkoły nie są dziś rzadkością - jak postąpi po raz drugi w podobnej sytuacji taki nauczyciel? Pewnie tak samo, a to na pewno nie jest wychowawcze, wniosek - brak systemu, który stworzy możliwośc właściwego wyjścia z sytuacji.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#57

po prostu niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci i tyle w temacie...
Duchy: wywoływanie, usuwanie, instalacja, przegląd, serwis.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#58

(2011-07-05, 18:49)Przepiura napisał(a): po prostu niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci i tyle w temacie...

Póki co, to oni się najszybciej mnożą.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#59

(2011-07-05, 18:51)mieczyslaw napisał(a):
(2011-07-05, 18:49)Przepiura napisał(a): po prostu niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci i tyle w temacie...

Póki co, to oni się najszybciej mnożą.
Nie chodzi mi tu tylko o wielodzietną patolę.
Znam rodziny, gdzie rodzice są powszechnie uważani za ludzi inteligentnych i odpowiedzialnych, a kiedy przychodzi co do czego, okazuje się że całkiem nie radzą sobie z wychowaniem dziecka. Bo nie spełnia ich oczekiwań, albo nagle ze zdumieniem odkrywają, że potrafi myśleć samodzielnie i ma odmienne zdanie. Rzeczywistość zderza się z poradnikiem dobrej mamy* i wychodzą kwasy. Rodzice czują się źle, bo w ich rodzinie nie panują relacje jak w 'Rodzinie zastępczej' czy innym durnym, naciąganym serialu. A dzieciaki czują się jeszcze gorzej, bo nie wiedzą, co jest właściwie nie tak.
*których swoją drogą coraz więcej i coraz bardziej durne.
Duchy: wywoływanie, usuwanie, instalacja, przegląd, serwis.



Odpowiedz }
Plusy od




 
#60

krzych napisał(a):
Cytat:Czy to jest do nas - rozmówców w tym wątku? Jeśli tak, mógłbyś przytoczyć jakieś wypowiedzi, w których ktoś pisze, "ze przyczyną problemów w szkolnictwie jest to, że kilku- czy kilkunastoletnie dziecko nie ma świadomości społecznej i nie chce się uczyć".

2. Wprost? Tak. Przeczytaj posty Manifa.

Naprawdę właśnie to wyczytałeś z moich postów?
To, o czym piszę, to krytyka odgórnego, systemowego przymusu spędzania dnia w sposób ustalony przez państwo. Owszem, na pewno pomogłoby to jednostkom miernym, ale skutecznie zahamowałoby osobom które mają własny pomysł na siebie (lub mają po prostu rodziców, którzy o nich dbają).

Jednak skoro już zostałem przywołany do tablicy - problem jest dużo bardziej złożony. Ograniczanie praw nauczyciela, bezstresowe wychowanie, zmiana mentalności ludzi, znacznie większa ilość odwracaczy uwagi.

Ale jest coś ważniejszego:
Jakim cudem osoby, które oblały maturę, zdały wszystkie klasy liceum?
Wg mnie to, co teraz można zaobserwować, to totalne wypaczenie sensu trójpodziału LO / technikum / zawodówka. Osoba, która nie jest w stanie zdać matury, nie powinna nigdy się dostać do LO (a jeśli już się dostała - nie powinna przejść dalej niż do 2 klasy). Osoby, które nie radzą sobie z przedmiotami technicznymi, nie powinny się dostać do technikum (a jeśli już się dostały - powinny po prostu odpaść). Zawodówki natomiast sumiennie przygotować do zawodu. Ktoś nie jest w stanie się zebrać i spełnić żadnego z powyższych? Trudno! Widać wykształcenie nie było mu pisane. W ciągu ostatnich kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat nastąpił boom na uczelnie wyższe i gwałtowna dewaluacja znaczenia tychże. Chyba każdy zna ludzi, którzy robili mgr tylko po to, by dostać chociaż trochę więcej w budżetówce, mimo że nigdy nie planowali ani nie planują pracy w zawodzie.. I wcale nie piszę tu wyłącznie o osobach po reformie.
"There is only one God, and his name is Death. And there’s only one thing we say to Death… not today"



Odpowiedz }
Plusy od


Facebook Twitter RSS


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości


  © 2015, Motyw "Duende" iAndrew. Modyfikacja i spolszczenie McB 
Polskie tłumaczenie © 2007-2018 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2018 MyBB Group.